Jak i po co przekraczać mityczną strefę komfortu

Mar 8, 2017 | #blog, #coaching

O przekraczaniu swojej strefy komfortu, a właściwie o obowiązku jej przekraczania mówi się ostatnio bardzo dużo. To bardzo modny temat. Już choćby z tego powodu czujemy się pod presją, żeby ową sławną strefę przekraczać. Najlepiej na każdym kroku, niezależnie od wszystkiego. Presja ta każe nam na hura rzucać się na głęboką wodę, biec do przodu, bo tak trzeba, taki świat, bo przekraczanie strefy komfortu to rozwój, bo bez tego nie tylko stoimy w miejscu, ale się cofamy… Rzucamy się więc na oślep… Albo wręcz przeciwnie nie robimy nic, bo strach nas paraliżuje i wpadamy w niemoc i kompleksy…

Tymczasem nie o to chodzi,

by traktować przekraczanie swojej strefy komfortu jak sport ekstremalny, czy jeszcze gorzej – jak przymus zewnętrzny. Chodzi o to, by mądrze korzystać z tego mechanizmu jako narzędzia do osiągania celów, najlepiej przez nas wyznaczonych i dla nas ważnych celów!

Szczególnie, że zwykle nie przychodzi nam ono łatwo, sporo nas kosztuje i na jakiś czas burzy nasze poczucie bezpieczeństwa. Bronimy się więc przed nim, jak możemy. Uciekamy w wymówki – nie ja nie dam rady, ja się do tego nie nadaję, nie mogę, nie chcę. Chciałabym, a boję się. To zaś wpędza nas w poczucie winy i kompleksy. Bo jak to? Inni mogą, a ja nie? Oni zajdą daleko, a ja nie!

Sprawa staje się jeszcze bardziej skomplikowana w naszym przypadku – naszym, czyli kobiet, przedsiębiorczych wprawdzie, ale nastawionych jednak na budowanie komfortu i poczucia bezpieczeństwa nie tylko dla siebie ale i dla swojej rodziny. Również myśląc o zmianie życia zawodowego, własnym biznesie, robimy to w tym celu. Żeby zapewnić sobie, dzieciom, rodzinie większy komfort. Jak tu więc poszerzać granice, podejmować ryzyko, wyzwania? Jak to wszystko pogodzić?

Bilans zysków i strat

Przekraczanie granicy komfortu powoduje, że strefa, w której działamy, poruszamy się i żyjemy poszerza się, a im jest szersza, większa, bardziej elastyczna, tym łatwiej nam się żyje i tym więcej mamy możliwości. Ale, że przekraczanie naszej strefy komfortu kosztuje, warto oszacować zawsze bilans zysków i strat. Mobilizować się, przełamywać, przekraczać swoje ograniczające rozwój granice. Robić to rozsądnie i mądrze. Zawsze świadomie i w zgodzie ze sobą. Musimy wiedzieć, po co to robimy? Od czego się uwolnimy, jaką osiągniemy dzięki temu korzyść? Co ważnego nam to da?

Zaakceptuj strach…

Strefa komfortu to inaczej nasze poczucie bezpieczeństwa budowane z dnia na dzień przez rytuały, nawyki, przyzwyczajenia i przekonania. Część „przyszła” do nas sama, część jest wynikiem naszego świadomego działania i potem pielęgnowania – jak poranna kawa, utarte ścieżki, ulubiona ławka w parku, krąg znajomych, praca, takie a nie inne rozrywki. Tymczasem wyjście poza strefę komfortu – a podobno dopiero tam są sukces, twórczość, kreacja – wiążę się ze strachem, który musimy za każdym razem pokonać a potem oswoić i najlepiej jak najszybciej się go pozbyć.

Najpierw jednak ten strach trzeba zaakceptować. Jeśli chcesz przekroczyć strefę komfortu, musisz pogodzić się z tym, że on się pojawi, że nie jest niczym dziwnym, że wszyscy tak mają. Tak! Naprawdę wszyscy tak mają! Również Ci, o których myślisz, że nigdy niczego się nie boją!

Pod koniec ogólniaka, krótko przed maturą któraś z bliskich mi wówczas koleżanek zagadnęła mnie: ty to masz dobrze, nigdy się niczego nie boisz, nie denerwujesz, pewnie z maturą masz tak samo! Byłam w szoku! Spojrzałam na nią tak, jakby co najmniej przypisała mi moce Spider-Mana i Voldemorta razem wziętych. Przez cały ogólniak umierałam ze strachu przed historią, fizyką i nie tylko. Jak to możliwe, że nikt tego nie zauważył? A jednak!

Ten strach jest naturalny i masz do niego prawo! I naprawdę nie jesteś jedyna, czy inna jakaś! Co więcej – odwaga też wiąże się ze strachem! Odważny jest ten, kto potrafi zaakceptować i pokonać strach. Nie ten, który strachu nie czuje (ten jest po prostu głupcem). Pogódź się więc z tym strachem, pomyśl, że to tylko oznaka zmiany, obawy przed nieznanym, coś juk dziecięcy strach przed ciemnością, w której czają się duchy i inne stwory.

Pamiętaj też, że zmagając się z tym pracujesz nad przekroczeniem granicy komfortu właśnie po to, by po tego strachu nie czuć! Pozbyć się lub zamienić na przypływ adrenaliny, entuzjazm nawet, ewentualnie zwykłą tremę,

Zdecyduj czy warto

Ważne jest, by zmagać się ze sobą wtedy, kiedy warto, kiedy to nam się naprawdę opłaca. Zyski mogą być różne, ale powinny być. Przekraczanie strefy komfortu dla sportu jest bezcelowe. Może są osoby, którym potrzebny jest ten dreszczyk emocji, dla nich taki trening może być korzystny. Naprawdę jednak wystarczy zawalczyć ze sobą wtedy, gdy mamy konkretny cel i odniesiemy dzięki temu wymierny – choćby tylko dla nas samych – zysk.

Jeszcze kilka lat temu poprowadzenie warsztatów dla kilku czy kilkunastu osób wydawało mi się czymś tak strasznym, że nie byłam w stanie takiego wyzwania podjąć. Kilkakrotnie odmówiłam podobnych propozycji. W końcu jednak zdałam sobie sprawę, że tak dalej być nie może, że tu jest czas i miejsce na przesunięcie mojej granicy komfortu. Uznałam to za bardzo mi potrzebne, warunkujące wręcz mój dalszy rozwój jako coacha i mentora. Same spotkania indywidualne mi nie wystarczały, musiałam ze sobą więc powalczyć. Miałam określony cel – przełamać barierę strachu i zacząć prowadzić spotkania w grupie. I powiem wam, że najtrudniejsza była decyzja – tak, zawalczę. Potem już poszło całkiem gładko i udało się. Przesunęłam sobie granicę i zyskałam całkiem spory kawałek przestrzeni do zagospodarowania.

Zawsze więc określ swój cel, co chcesz przez to osiągnąć, albo czego bez tego nie osiągniesz. Najlepiej, jeśli ten cel zgodny jest z Twoją misją życiową czy zawodową, wtedy będzie Ci łatwiej, a poza tym będzie faktycznym krokiem do przodu w Twoim rozwoju.
Dobrym rozwiązaniem przy pokonywaniu swoich ograniczeń jest metoda małych kroczków. 

Jeżeli cel. który sobie postawiłeś wydaje Ci się bardzo trudny, a osiągnięcie go wymaga dużego wysiłku, podziel go na mniejsze kroczki. To bardzo pomaga.

***

I pamiętaj! Ewentualne porażki to też Twój sukces! Już sam fakt, że podjęłaś się wysiłku wyjścia poza swoją strefę komfortu jest krokiem do przodu, czasem tym najtrudniejszym, bo pierwszym!