Lubię się uczyć

Maj 6, 2017 | #blog, #o mnie

Właściwie nigdy nie lubiłam się uczyć, choć zawsze lubiłam wiedzieć. Przyjemność (co ja mówię – dziką przyjemność!) uczenia się odkryłam dopiero w ostatnich latach. Długo po tym, jak skończyłam szkoły, studia i inne takie. Natomiast świadomość, dlaczego tak bardzo zmienił się mój stosunek do nauki, przyszła dopiero teraz, gdy z pasją pracuję nad sobą, zrozumieniem swoich dążeń, celów, motywacji, a nawet strachów.

Zawsze się uczyłam, od kiedy tylko pamiętam. Z różnym skutkiem. Nigdy wcześniej jednak nie pomyślałam, że to lubię. Zwykle uczyłam się traktując to jako konieczność, a nawet przymus. Bo zmuszała mnie do tego szkoła, bo miałam do zdania egzamin, bo czułam potrzebę nauczenia się czegoś, czego mi brakowało. Traktowałam to jako obowiązek, w zależności od tego, czego się uczyłam bardziej lub mniej przykry. Co więcej, robiłam to, żeby zadowolić nauczyciela, rodziców, pracodawcę… Właściwie tylko robiąc prawo jazdy miałam poczucie, że uczę się czegoś konkretnego, co daje mi określoną umiejętność, wnosi w moje życie konkretną korzyść, zmienia je na lepsze.  Wszystko inne – szkoła, studia… Nie dawały mi poczucia sensu, ani satysfakcji.

Myślałam, że nie lubię się uczyć, bo uczyłam się zwykle pod presją – presją czasu, oceny, krytyki, na której skalę nie miałam wpływu. Zawsze wisiało nade mną widmo sprawdzianu, egzaminu, gniewu nauczyciela, zawalenia jakiegoś terminu… Nauka kojarzyła mi się po prostu ze strachem, a ten – jak wiadomo – nie jest dobrym kompanem.

Teraz uczę się dla siebie

Tak naprawdę dla siebie i to ja jestem jedynym weryfikatorem tego, czego się nauczę (no może poza życiem, które bezlitośnie weryfikuje wszystko). Ja wybieram tematy, pożeram wszystko, co mi wpadnie w ręce a dotyczy interesujących mnie obszarów wiedzy. Sama jestem dla siebie nauczycielem, bo sama prowadzę siebie do celu. Osoby od których się uczę (a jest takich sporo) postrzegam jak przyjaznych mentorów. Starannie ich wybieram i traktuję z wielkim szacunkiem. Nie dlatego, że tak trzeba, ale dlatego, że faktycznie na ten szacunek zasługują.

Nauka to przygoda, daje wiele radości, szkoda, że tyle trzeba przejść, by to zrozumieć. Uczcie się więc, ile się tylko da i od kogo tylko możecie! Inwestujcie w siebie, a zobaczycie, jak bardzo warto! I właściwie nie ma znaczenia, czego się uczycie, czy fizyki kwantowej, marketingu internetowego, scrapbookingu czy robienia na drutach. Liczy się poczucie odkrywania nowych światów, poznawania, poszerzanie horyzontów. Szczególnie, że wraz z owym uczeniem się dostajemy od życia w pakiecie też kilka innych rzeczy. Poznajemy nowych ludzi, nowe miejsca, nowe spojrzenie na świat. Zyskujemy świeżą perspektywę, rozwijamy się.

Uczyć się można nie tylko ślęcząc nad książkami. Gdy urodziły się moje dzieci otworzył się wielki, nieznany obszar. Wszystkiego musiałam nauczyć się od podstaw. Robiłam to i robię – jak zapewne każda matka – intuicyjnie, z wielką przyjemnością, pasją wręcz. Jak teraz na to patrzę, z perspektywy kilku już lat, widzę, że właściwie to był mój pierwszy raz, może drugi raz w życiu, kiedy rzucałam się na naukę, jak głodny na jedzenie. A dlaczego? Bo chciałam się dowiedzieć! Chciałam umieć! Bo…  tu dochodzimy do sedna – MIAŁAM MOTYWACJĘ!

Motywacja to klucz do wszystkiego!

Świadomość, że chcemy, że uważamy, że to ważne, że da nam to coś istotnego, pcha nas do przodu. Pozwala poczuć się fantastycznie, gdy tylko zaczynamy się uczyć. To jak narkotyk, choć może akurat nie jest to zdrowe skojarzenie. TAK JEDNAK DZIAŁA. Pozwala poczuć, że ucząc się jesteśmy coraz bliżej celu. Nauka staje się powietrzem, bez którego trudno już żyć. Każde szkolenie, każdy rozdział książki, ba… nawet każda rozmowa na temat związany z obszarem, w którym się doskonalimy, staje się wartością i cieszy. Dzięki tak pojętej nauce rozwijamy się codzienne, zawsze, bez przerwy. Rozwijamy nie tylko swoje umiejętności, ale też osobowość, zyskujemy samoświadomość, odnajdujemy nowe cele. Powoli też zaczynamy zauważać, że przecież sporo już umiemy. Wiemy rzeczy, które dla osób znajdujących się na początku drogi są objawieniem. Coraz częściej rozmawiając z kimś dziwię się…”jak to, to ty tego nie wiesz? Przecież to takie proste, łatwe oczywiste.” Dopiero chwilę później przychodzi refleksja. No tak, kilka miesięcy, lat temu też nie miałam o tym pojęcia…

Ucz się!

Tylko dzięki temu osiągniesz to, czego chcesz, na czym Ci zależy! Szczególnie, że nowe technologie dają nam nieograniczony wręcz dostęp do wiedzy! Wystarczy się rozejrzeć, nawet nie trzeba wychodzić z domu, nie trzeba mieć nie wiadomo ile pieniędzy. Fakt, trzeba mieć coś, co stało się ostatnio towarem bardzo deficytowym – czas. I na to są jednak sposoby. Organizacji sobą w czasie też można się nauczyć!

A Ty? Lubisz się uczyć? A może nie wiesz, bo od dawna nie próbowałaś? Może po prostu nie pamiętasz, jak to jest, zapomniałaś, że można? Zastanów się przez chwilę, czego ostatnio się nauczyłaś? Po co? Co czułaś, gdy odkryłaś nowy świat?