Do wielu rzeczy dojrzewamy latami

10 Kwi 2018 | #blog, #o mnie, #popularne

Dziś trochę o tym, że na wszystko musi przyjść odpowiedni czas, że do pewnych rzeczy musimy dojść sami, że część spraw wymaga od nas swoistej gotowości… Już wielokrotnie tego doświadczyłam zaskakując samą siebie. Ciekawa jestem, czy i Ty masz za sobą takie doświadczenia?

Tak było u mnie na przykład z jogą, którą odrzucałam od zawsze z zasady, łącząc ją z ideologią, od której byłam bardzo daleka. Już sam fakt, że z jakąkolwiek ideologią jest związana, na wstępie eliminował ją z mojego świata. Nigdy jednak nie zadałam sobie trudu, by cokolwiek na jej temat poczytać, czy w jakikolwiek inny sposób dowiedzieć się o jodze czegoś więcej.

Tymczasem niedawno zaczęło mnie do niej ciągnąć. Tak po prostu przestała być czymś z nie mojego świata, a zaczęła jawić mi się jako coś intrygującego. Nagle stało się dla mnie oczywiste, że właśnie joga może być odpowiedzią na niektóre moje problemy, że to właśnie w niej może tkwić źródło czegoś, czego w tej chwili bardzo potrzebuję. Zaczęłam rozglądać się za miejscem, w którym mogłabym praktykować jogę w przyjaznej i pasującej mi atmosferze. Nagle okazało się, że właśnie taka szkoła jogi pojawiła się w miejscu bardzo dla mnie wygodnym. Co więcej o wystroju jak z mojej bajki i – co już w ogóle mnie zaskoczyło – zajęcia są również w idealnym dla mnie terminie. I tak jakiś czas temu zaczęłam chodzić na jogę… A jeszcze rok wcześniej nie dałam się znajomej zaciągnąć nawet na jedne zajęcia, choć baaardzo mnie namawiała. Wtedy to jeszcze nie był mój czas, nie to było miejsce, nie ten moment po prostu…

Takich procesów dojrzewania do czegoś, co w efekcie stało się dla mnie ważne i wartościowe miałam w życiu wiele. Podobnie było z coachingiem, zieloną herbatą czy jazdą na rowerze. A piszę dziś o tym przy okazji kolejnego procesu dojrzewania. Kilka dni temu dotarło do mnie, ku mojemu zaskoczeniu, że dojrzałam oto do praktykowania wdzięczności. Zetknęłam się z tą ideą wiele lat temu, ale uznałam, że to naiwne czary mary. Nie poświęciłam jej ani odrobiny uwagi uznając, że to zupełnie nie moje klimaty.

Tak się jednak stało, że co jakiś czas owa wdzięczność, jako sposób na szczęście i spokój, w tle mi się przewijała. Niby mnie nie interesowała, ale jako, że kropla drąży kamień – gdzieś tam wkręcała się w moją podświadomość. Poznałam też sylwetkę Brene Brown, o której niebawem napiszę na blogu i jakoś coraz bardziej było mi z nią po drodze. Lampka zapaliła mi się jakiś tydzień temu, gdy Agata Komorowska zaczęła publikować swoje wdzięczności na Facebooku. Sam pomysł dzielenia się tak według mnie intymną sprawą zupełnie do mnie nie przemawia, jednak był to kolejny kamyczek do mojego ogródka.

Aż w końcu Marta Iwanowska-Polkowska – osoba, którą bardzo lubię i szanuję wyznała, że właśnie praktykowanie wdzięczności uratowało ją ostatnio, pomogło przetrwać ciężki czas… I bach! – to był ten moment, w którym  mnie olśniło! Tak, teraz właśnie jestem na to gotowa! Tak – teraz widzę w tym sens! Zaczęłam więc wczoraj, zobaczymy, czy i jak praktyka wdzięczności zmieni moją optykę, wpłynie na moje postrzeganie i odczuwanie świata. Podzielę się swoimi wrażeniami za czas jakiś!

A Ty? Do czego dojrzewałaś latami? Do czego ostatnio dojrzałaś?

o mnie

Jako coach i mentor pracuję z kobietami, które chcą czegoś więcej. Ze mną uwierzysz w siebie i zaczniesz działać. Zyskasz odwagę, pewność siebie i spokój. Poznasz swoje mocne strony. Twoje poczucie własnej wartości wzrośnie. Poczujesz entuzjazm, który doprowadzi Cię do życiowego FLOW.

ostatnio na blogu